ul. Klaretyńska 11, 91-117 Łódź
42 655 80 80;

Blogosfera

Piment, czyli pierwszy chrzest

Wojciech Kobyliński cmf

Słowo piment (pimą) znaczy po prostu przyprawa. Tak twierdzą słowniki języka francuskiego. Prawda jest jednak taka, że w miejscowym dialekcie zmieniło ono swoje znaczenie i nie ma swojego odpowiednika w języku polskim, a oznacza: „to, co pali, piecze i wyżera dziury w języku”. Tak przynajmniej ja bym to ujął. Piment może być podawane w formie sproszkowanej, płynnej albo w kawałkach. Uwierzcie mi – tabasco to wcale nie najostrzejszy piment na świecie.

Pewnego dnia nałożyłem sobie solidną porcję… czegoś tam. W każdym bądź razie był tam ryż, jakiś sos i mięso. W sosie pływało coś, co wyglądało na fasolkę szparagową. Nabiłem więc dwa strączki na widelec, włożyłem do ust i… już po chwili wiedziałem, że popełniłem pierwszy od mojego przyjazdu tutaj bardzo poważny błąd…

Nie potrafię oddać słowami tego, co działo się przez kilka kolejnych minut. W każdym razie najpierw odjęło mi oddech i dostałem wytrzeszczu oczu. Potem zacząłem się obficie pocić, łzy pociekły mi po policzkach, a smarki po brodzie… Gdyby w szklance obok stał ocet, bez wahania wychyliłbym go do dna (na szczęście stało piwo). Wszystko to odbywało się oczywiście przy akompaniamencie spazmatycznego rechotu wszystkich współbiesiadników.

Acha, jeśli ktoś myślałby, że na pieczeniu języka wszystko się skończyło, bardzo by się pomylił: piment ma to do siebie, że piecze dwa razy: przy wejściu i przy wyjściu z organizmu. Resztę dopowiedzcie sobie sami… 10 października 2009

Dodano: 2015-09-05 09:32:32       Zmieniono: 2015-09-05 13:57:33

Zobacz także:

bootstrap slider

Odwiedź także:

pielgrzymki.klaretyni.pl
brakujeludzi.pl
klaretyni.pl
Witryna używa plików cookies, korzystając z niej zgadzasz sie na ich stosowanie. (C) Misjonarze Klaretyni 2015