ul. Klaretyńska 11, 91-117 Łódź
42 655 80 80;

Blogosfera

Pierwsze Wrażenia

Wojciech Kobyliński cmf

Kiedy, nieco wymięty i z lekkim bólem głowy, po kilkunastu godzinach wyszedłem wreszcie z samolotu, było już zupełnie ciemno. Jakoś tak spontanicznie nastawiłem, że skoro jest wieczór, powinno być trochę chłodniej niż w opowieściach tych, którzy już tu byli. I o to trochę się przeliczyłem. Upału co prawda nie było, a nawet wiał lekki wiaterek. Natomiast natychmiast dało się odczuć coś, czego nie potrafię określić inaczej, jak „lepki zaduch”. Coś jak na basenie, z tą tylko różnicą, że tam nikt nie chodzi w długich spodniach i marynarce, które to natychmiast zapragnęły wejść z ciałem w kontakt nieco bardziej zażyły niż zwykle. Do tego jeszcze charakterystyczny zapach, który z czasem zidentyfikowałem jako woń wędzonych ryb.

Paszport sprawdzano mi chyba ze trzy razy i to zawsze w asyście przynajmniej dwóch żołnierzy z kałasznikowami w dłoniach. Kiedy jednak zobaczyłem ludzi w białych kitlach i maskach chirurgicznych na twarzach, pytających o moją książeczkę szczepień, musiałem się pilnować, żeby głupkowaty uśmiech nie zagościł na mojej twarzy (niestety zdarza mi się to w najmniej odpowiednich momentach).

Po odebraniu bagaży natychmiast znalazł się człowiek, który za wszelką cenę pragną pomóc nam zanieść wszystkie walizki do samochodu (nie za darmo oczywiście). Podczas jazdy samochodem kolejna niespodzianka: bloki mieszkalne. Nie biurowce, które widziałem już na zdjęciach, ale najnormalniejsze w świecie bloki... takie z balkonami i w ogóle. To zdecydowanie odbiegało od moich wyobrażeń o tej części Afryki.

Noc spędziłem u naszych współbraci w Abidżanie, a rano czekała mnie sześciogodzinna jazda samochodem do Soubré – miejsca docelowego mojej podróży. Prowadził jeden z naszych parafian – zaprzyjaźniony mechanik. Po drodze mi się przysnęło, bo krajobraz okazał się raczej monotonny: ile można gapić się na palmy i pola uprawne, wyglądające jak nasze zarośla. Poza tym, po poprzednim dniu byłem naprawdę zmęczony. Obudziło mnie uderzenie głowy w dach samochodu. To, po czym jechaliśmy przypominało krajobraz po bitwie, z lejami po bombach włącznie, z tą tylko różnicą, że za dużo ludzi wokół jeszcze się ruszało. Zacząłem się zastanawiać, czy nasz kierowca nie próbuje jakichś wątpliwych skrótów, gdy ten po kilkuset metrach skręcił i nagle znaleźliśmy się na terenie parafialnym. To była główna droga dojazdowa…



12 wrzesień 2009

Dodano: 2015-04-30 12:30:20

Zobacz także:

bootstrap slider

Odwiedź także:

pielgrzymki.klaretyni.pl
brakujeludzi.pl
klaretyni.pl
Witryna używa plików cookies, korzystając z niej zgadzasz sie na ich stosowanie. (C) Misjonarze Klaretyni 2015